Architektura dla społeczności lokalnej

Nie jest trudno zobaczyć, że nasze życie codzienne uległo w znacznym stopniu indywidualizacji. Jest wiele przyczyn tego zjawiska. Jak chcę zwrócić uwagę na to, jak jest zaprojektowane są osiedla i jak może to utrudnić lub ułatwić kontakty międzyludzkie.

Jeśli wychodząc z mieszkania zjeżdżamy windą do garażu, gdzie wsiadamy do samochodu, którym docieramy do kolejnego garażu podziemnego w miejscu pracy, możemy w ogóle nie wychodzić na zewnątrz i nie spotkać w tym czasie nikogo. Wąskie korytarze i brak przestrzeni wspólnych w budynkach mieszkalnych powodują, że zamykamy się w czterech ścianach z rodziną, ewentualnie najbliższymi znajomymi. Brak przedszkoli, szkół, sklepów, terenów rekreacyjnych na osiedlu wymuszają konieczność dojechania do nich, często samochodem. Właściwie jedynymi miejscami, gdzie można wspólnie spędzać czas stają się centra handlowe.

Nie zawsze tak było. Osiedla budowane w PRL nadal mają swoją wartość. Chociaż standard bloków jest znacznie niższy niż stawianych obecnie – gorsze materiały, mniejsze mieszkania – to kompleksowe projektowanie całej przestrzeni, a nie tylko domów, zapewnia dostęp do różnych usług, a więzi sąsiedzkie mają szansę zacieśniać się.  Niestety po 1989 r. za bardzo zawierzyliśmy rynkowi, który wymusił wyciśnięcie z obszaru zakupionego przez dewelopera maksymalną liczbę metrów powierzchni mieszkalnej. Trudno się zresztą dziwić, kiedy kupujący, przyduszeni przez drogie kredyty, oczekiwali głównie niskiej ceny.

Na szczęście ten trend powoli się odwraca. I o tym była mowa na spotkaniu w siedzibie Res Publica Nowa z okazji wydania 18 nr Magazynu Miasta. Developerzy już zauważyli konieczność wpisania nowych inwestycji w idee zrównoważonego rozwoju i sprawienia, żeby osiedla stawały się bardziej „ludzkie”. Najbardziej spektakularnym przykładem w Warszawie może być Plac Europejski u stóp wieżowca Warsaw Spire, zapełniony przez inwestora Ghelamco Poland zielenią, fontannami, miejscem do odpoczynku, organizacji imprez kulturalnych i wystawiania sztuki.

Jak zaznaczył Piotr Szmilewski (doradca z ponad 10-letnim doświadczeniem w zakresie finansów oraz rynku nieruchomości komercyjnych) inwestorzy myślą Excellem,  tzn. że inwestycja musi się opłacać. Rynek powoli pokazuje, że warto projektować biorąc pod uwagę dobrą jakość życia. Mieszkania w osiedlach z dodatkową przestrzenią wspólną, zielenią, lepszą infrastrukturą usługową i komunikacją sprzedają się znacznie szybciej. Tu jednak pojawia się konieczność współpracy z władzami miasta. Deweloperzy potrzebują planów zagospodarowania przestrzeni, żeby sensownie zaplanować inwestycje. A, jak wiadomo w Polsce plany zagospodarowania są nadal rzadkością, w Warszawie pokrywają nieco ponad 35%.

Na szczęście władze Warszawy też wychodzą naprzeciw trendom. Monika Komorowska (socjolożka i architektka, naczelniczka Wydziału Dialogu w Planowaniu Biura Architektury i Planowania Przestrzennego Miasta Stołecznego Warszawy) mówiła o projekcie pilotażowym „Osiedla Warszawy„.  Jego „celem jest opracowanie pomysłów dla nowych wielofunkcyjnych osiedli, które zagwarantują wysoki standard pod względem użytkowym, ekonomicznym, komunikacyjnym i estetycznym”.

Docelowo chodzi o to, aby znaleźć model dla planowania inwestycji mieszkaniowych, które będą służyły mieszkańcom do życia, pracy i spędzania wolnego czasu. Właśnie odbyły się warsztaty, w ramach których próbowano pozyskać wiedzę na ten temat, ale też stworzyć ramy i sposoby współpracy między mieszkańcami, a inwestorami oraz władzami miasta. Wszystkie trzy strony spotkały się, aby popracować nad planami rozwoju Portu Żerańskiego i Żerań FSO.  Charakter prac ma więc charakter partycypacyjny, mieszkańcy Warszawy mają mieć wpływ na decyzje podejmowane.  Co ważne, w prace analityczne zostali zaangażowani nie tylko architekci i urbaniści, ale i socjolodzy. O idei więcej w filmie.

Równolegle jest opracowywany Warszawski Standard Mieszkaniowy, o czym mówiła Justyna Biernacka (architektka, trenerka, działaczka społeczna). Najważniejszymi założeniami WSM jest to, aby nie psuć – chronić istniejące więzi społeczne, architekturę, strukturę, krajobraz przyrodniczy i kulturowy, dążyć do różnorodności społecznej, użytkowej, dostępności ekonomicznej i fizycznej oraz bioróżnorodności, a także wprowadzać oszczędności energetyczne, zarządzanie zużyciem wody, zrównoważone materiały, gospodarka odpadami.  Sprawy społeczne mają tu wysoki priorytet, ponieważ wśród wartości znalazło się również budowanie tożsamości i wspieranie społeczności lokalnych. WSM będzie dotyczył nowych inwestycji mieszkaniowych w Warszawie i ma być punktem odniesienia dla prywatnych inwestycji. Tereny rozwojowe mają dotyczyć ścisłej zabudowy, nie zaś poszerzać granice miasta, czyli Warszawa nie będzie już stawiać na osiedla „w polu kapusty”.

Na spotkaniu wspomniano też o dobrych praktykach i polskich i zagranicznych. Przedstawił je Maciej Kaufman (architekt, wraz z Marcinem Maraszkiem prowadzi pracownię Archigrest). Warto tu przytoczyć osiedla społeczne, których przykładem może być WSM Rakowiec realizowany przez Helenę i Szymona Syrkusów jeszcze przed II Wojną Światową. Lokale mieszkalne są tu wprawdzie  niewielkie, ale zrównoważono to ogólnodostępnym domem społecznym z salą spotkań, biblioteką, klubem, wspólną pralnią i łaźnią, przedszkolem oraz wspólnym terenem zieleni. Okazuje się, że na kształt osiedla mieli wpływ mieszkańcy. Po wybudowaniu dwóch pierwszych budynków przeprowadzono ankiety i konsultacje wśród mieszkańców, po czym wprowadzono pewne zmiany przy budowie kolejnych domów. Wracamy więc do starych, dobrych wzorców.

Istotnym czynnikiem modelowego osiedla jest miks społeczny. Głównymi klientami inwestycji deweloperskich realizowanych po 1989 r. stała się klasa średnia, dlatego osiedla te są bardzo homogeniczne pod względem dochodowym i wiekowym. Są plany, żeby odwrócić ten trend. We wrocławskich Nowych Żernikach wprawdzie idea rozminęła się z realizmem, większość to mieszkania deweloperskie. Jednak jeden budynek Towarzystwa Budownictwa Społecznego przeznaczony jest dla seniorów. W zuryskim Hunzinger Areal postawiono na odtworzenie struktury społecznej kantonu. Przede wszystkim mieszkania są dostępne cenowo dzięki subsydiom i dofinansowaniu przez instytucje publiczne. 10% lokali jest zagwarantowana dla osób zagrożonych wykluczeniem, które współpracują z organizacjami pozarządowymi (niepełnosprawni, rodziny imigranckie, osoby ubogie). W paryskim Clichy-Bagnolles natomiast zabezpieczono mieszkania dla studentów i studentek oraz dla osób starszych.

W najnowszym numerze Magazynu Miasta znajdziecie wiele innych przykładów osiedli przyjaznych ludziom. Warto je poznać, żeby zastanowić się, co możemy zmienić w swojej okolicy. A następnie sprawdzić, czy już ktoś na ten temat nie dyskutuje np. w Klubie Sąsiedzkim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *