Dlaczego boimy się Koraliny?

A Boimy się? Jeśli tak, to bardzo dobrze, bo strach jest siłą napędową rozwoju człowieka. Upraszczając, strach przed nieprzyjaznym środowiskiem spowodował, że ludzie zaczęli działać stadnie, a strach przed odrzuceniem zmusił ich do pogłębiania współpracy, akceptowania norm wspólnoty i pogłębiania umiejętności społecznych. Strach ma również wpływ na zachowania gospodarcze. Cytując ekonomistę Uniwersytetu Harvarda Marcina Piątkowskiego „zachód tak bał się komunizmu, że okiełznał dziki kapitalizm, co wyszło mu na zdrowie”. Amerykański etnolog John Calhoun twierdził z kolei, że populacje żyjące w cieplarnianych warunkach, bez lęku, prędzej czy później zaczynają degenerować. Podsumowując, strach jest ważnym sygnałem ostrzegawczym mobilizującym nas do działania lub wycofania się. Nie należy jednak do uczuć przyjemnych, trzeba więc nauczyć sobie z nim radzić.

Może w tym  pomóc  literatura grozy, która daje możliwość poczucia strachu, zrozumienia jego przyczyny, oswojenia go lub aktywnego przeciwdziałania. Stanowi też stosunkowo bezpieczny poligon do poznawania siebie i ćwiczenia nowych umiejętności od najmłodszych lat. Bezpieczny, ponieważ słowa płynące z kart książek muszą być najpierw przepuszczone przez umysł dziecka. Nie jest ono w stanie wyobrazić sobie niczego, czego by samo przeżyło. A przecież jego doświadczenia i wiedza są znacznie mniejsze niż nasze. To, co jest przerażające dla nas dorosłych  może w ogóle nie być zauważone przez dziecko. Lektura „Pamiętnika Blumki” Iwony Chmielewskiej była dla mnie przejmująco smutna, gdyż znałam dalsze losy żydowskich dzieci. Zupełnie inaczej zareagowali  uczniowie, którzy mieli okazję uczestniczyć w warsztatach dr Grażyny Walczewskiej-Klimczak. Ich historie oparte na historiach wychowanków sierocińca prowadzonego przez Janusza Korczaka, były na ogół bardzo optymistyczne.

Świetnym przykładem literatury grozy dla dzieci są książki Neila Gaimana. Niestety dotarcie do nich w przypadku młodych czytelników nie jest łatwe. Rodzice nie kupują ich zbyt entuzjastycznie. W bibliotekach też trzeba pokonać pewne trudności, bo nie stoją tam, gdzie można by się ich spodziewać. „Koralina” została zakwalifikowana do lektur młodzieżowych, „Wilki w ścianach” znalazły z się na półce z książkami dla dziesięciolatków, „Księga cmentarna” w literaturze dla dorosłych. A powinny stać o poziom niżej. Język, poruszane tematy, poziom skomplikowania,  ładunek emocjonalny mogą być dla starszych dzieci  nudne i łatwo odrzucone, a młodsze przypadkiem ich nie znajdą.  Dział analiz wystawił taką rekomendację prawdopodobnie, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom rodziców, o czym świadczy mała sonda, którą zrobiłam w kilku bibliotekach. Okazuje się, że rodzice często proszą, żeby dzieci nie wypożyczały książek, które je przestraszą, bo potem nie mogą spać.

Trudno nie przyznać im racji. Nie chodzi przecież o to, żeby dzieci miały koszmary nocne po wizycie w bibliotece. Ale można na sprawę spojrzeć inaczej. Dzieci zwykle mają złe sny z powodu nagromadzonych emocji. Raczej nie pochodzą one z książek, lecz związane są z różnymi przeżyciami. Książki natomiast bywają katalizatorem, który wyciąga wszystko na wierzch i wywołuje burzę. I bardzo dobrze, bo pojawia się impuls do rozmowy. Już samo nazwanie uczucia jest bardzo pomocne, bo niepokój malucha często się bierze stąd, że nie wie, co się z nim dzieje. Jeśli dowie się, że odczuwa strach i że inni też się boją, ma szansę się uspokoić. Ma też narzędzie, aby radzić sobie w podobnych sytuacjach w przyszłości. Ponadto rozmowa z ważnymi dorosłymi  to sygnał, że dziecko nie jest samo w trudnych dla siebie chwilach.

Tymczasem wielu dorosłych uważa, że dziecko trzeba chronić przed silnymi emocjami do czasu, kiedy dojrzeje i będzie wystarczające silne, aby sobie poradzić.  To tak nie działa! Dziecko nabiera sił i pewności siebie zbierając doświadczenia i pokonując trudności na bieżąco. Z każdym kolejnym przeżyciem poszerza swoje umiejętności i rozwija się. Często potrzebuje wsparcia dorosłego, który pomoże mu wszystko uporządkować lub po prostu jest obok. Nie potrzebuje natomiast osoby, która usuwa mu wszelkie przeszkody spod nóg, sprawiając, że może nigdy nie być gotowe na konfrontację z trudami życia. Oczywiście nie wszystkie doświadczenia są dla dziecka dobre. Można więc wybierać książki razem z dziećmi, a potem wspólnie czytać. Wówczas łatwiej jest eksperymentować, bo zawsze można zareagować, kiedy dziecko się przestraszy. Można też przeczytać książkę samemu. My najlepiej znamy swoje dzieci i ich poziom wrażliwości.

Zła sława „Koraliny” bierze się z tego, że została nazwana horrorem dla dzieci, a przecież najmłodsi nie powinni stykać się z horrorami!!! (Czyżby? Zaobserwujmy, jakie filmy pozwalamy dzieciom  oglądać i jaki wpływ mają na nie pełne brutalności obrazy). Czy jednak „Koralina” różni się np. od bajki o Jasiu i Małgosi w poziomie grozy? Dziewczynka  się nudzi, bo rodzice są ciągle zajęci pracą. W trakcie badania domu i ogrodu odkrywa tajemnicze drzwi prowadzące pozornie donikąd. Mimo ostrzeżeń przechodzi przez nie do alternatywnej, ja się wydaje idealnej, rzeczywistości. Spotyka tam „drugich rodziców”, którzy mają dla niej czas, mama gotuje „normalne” dania, tata rozmawia z nią nie patrząc w ekran komputera, w pokoju jest mnóstwo ciekawych zabawek. Niestety to tylko fasada. Podobnie, jak domek z piernika jest to pułapka zastawiona na niczego niepodejrzewającą ofiarę, która ma się stać pożywieniem dla wiedźmy.

Co jest straszniejsze Koralina, z której druga matka chce wyssać życie wcześniej przyszyć guziki zamiast oczu czy Jaś i Małgosia zamknięci w klatce i tuczeni, aby pieczeń z nich przyrządzona była smaczniejsza? Nie odpowiem, mogę się natomiast podzielić wrażeniami z ostatniej lektury bajki braci Grimm – zrobiło się słabo,  bo wyobraźnia podsunęła mi skojarzenia związane z wojną i ludobójstwem. Gdy dzieci wrzuciły babę jagę do pieca, poczułam swąd palonej skóry. Dodam, że nie było tam żadnych ekstremalnych opisów. Moje, słuchające opowieści dzieci natomiast cieszyły się, że młodzi bohaterowie rozprawili się z czarownicą. Triumf nad złem rozładował napięciem, ale miał też dla nich głębszy wymiar. Jak twierdzi cytowany przez Gaimana G. K. Chesterton „Baśnie są bardziej niż prawdziwe: nie dlatego, iż mówią nam, że istnieją smoki, ale że uświadamiają, iż smoki można pokonać„.

Przestańmy więc demonizować  i pozwólmy dzieciom podążać za Koraliną, która jest powieścią współczesną i może być znacznie skuteczniejsza w swoim oddziaływaniu niż baśnie. Dzieciom łatwiej  jest odnaleźć swoje własne słabości i przeszkody oraz nabrać wiary w siebie, kiedy patrzą, jak sobie radzi podobna do nich dziewczynka. Dziewczynka, która mierzy się ze znanymi im problemami np. z lękiem przed pierwszym dniem roku szkolnego. I  uświadamia sobie, że po pokonaniu wiedźmy  „w szkole nie ma nic, czego miała by się bać”. Strach ujawniony jest mniejszy, a Koralina wzmocniona. Gdyby się jednak znowu pojawił, dziewczynka może zacząć zabawę od nowa, bo druga matka nie została unicestwiona, tylko zamknięta. Czytelnicy mogą to zrobić razem z nią we własnej wyobraźni.

W centrum powieści znajdują się rodzice Koraliny, co ważne w dwóch postaciach. Pierwsi są „prawdziwi” i mają wiele wad, „drudzy” –  idealni i okazują się potworami. To, że matka jest jednocześnie wiedźmą, co bywa zresztą zarzutem wobec utworu. A przecież to takie prawdziwe. Dziecko kocha mamę i tatę, ale od czasu do czasu czuje też  do nich gniew, irytację, czy wręcz nienawiś i nie rozumie, co się z nim dzieje.  Dla rodziców czytających książkę razem z dziećmi jest to, więc świetny moment do rozmowy o uczuciach ambiwalentnych. Niech dziecko wie, że jednocześnie może kochać i czuć złość do swoich najbliższych. Na pewno poczuje ulgę.

To także chwila do refleksji dla dorosłych. Wprawdzie dziecko, dzięki lekturze książki może uświadomić sobie, że rodzice troszczą się o nie i kochają, mimo że nie zawsze mają dla niego czas. I że w innych domach wszystko wydaje się na początku lepsze, ale inaczej wygląda po bliższym zbadaniu. Warto się jednak zastanowić, czy nie dajemy dzieciom powodu do frustracji i niepokoju. Zaobserwujmy, w jaki sposób  z nimi rozmawiamy. Czy patrzymy im w oczy, czy raczej mają wrażenie, że ich nie widzimy? Jak to bywa na zakupach? Czy wysłuchujemy ich  sugestii, czy wiemy lepiej, co wybrać? Co robimy wspólnie i czy dziecko ma wrażenie, że poświęcamy mu pełną uwagę? To bardzo istotne dla jego rozwoju. Dzięki temu dziecko czuje się ważne, podnosi to jego pewność siebie i wiarę we własne możliwości. Wie, że ma wpływ na swoje otoczenie, podejmuje częściej więc ryzyko i działa.

Świat książki jest też  swoistym wentylem bezpieczeństwa. Dzieci uczą się reguł życia  społecznego krok po kroku. Początkowo przestrzegają ich, tylko po to, żeby uniknąć kary. Z czasem dostosowują się do wymagań grupy, rezygnując częściowo z własnych potrzeb. Niestety to powoduje dylematy i napięcia wewnętrzne.  Normy narzucone przez innych budzą sprzeciw, a strach przed odrzuceniem nie pozwala się zbuntować. Na szczęście razem z bohaterami mogą wkroczyć do stref zakazanych i robić to, czego normalnie robić nie wolno. Mogą też zemścić na „prześladowcach”, których nie są w stanie dosięgnąć w rzeczywistości. Po rozładowaniu emocji zaś mogą bezpiecznie wrócić do rzeczywistości i znów być „grzecznymi” dziećmi.  Tak właśnie postępuje, wściekła na rodziców, Koralina. Ignorowana i zaniedbywana mści się na nich zamieniając ich w bezdusznych potworów, a jednocześnie uzależnione od niej ofiary wiedźmy. Ale potem ich ratuje, a po rozładowaniu złości, patrzy na nich bardziej obiektywnie i z większą miłością.

„Koralina” ma być niedługo wznowiona przez wydawnictwo Mag.  Życzę dużo strachu, przyjemnej lektury i rozmów z dziećmi aż po świt 🙂

 

Bibliografia:

Groza w literaturze dziecięcej. Od Grimmów do Gaimana, Katarzyna Slany, Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Pedagogicznego, Kraków 2016

Koralina, Neil Gaiman, ilustracje Dave McKean, wydawnictwo MAG , Warszawa 2003

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *