Koncentracja a ruch, czyli ciało w szkole

Wersja poprawiona artykułu z 12 listopada 2014 r.

Czy możesz coś zrobić, aby dziecko było lepiej skoncentrowane podczas nauki?

Pozwól mu się RUSZAĆ!!!

Brzmi jak herezja. Przecież do nauki najlepiej usiąść spokojnie – słuchać, czytać albo wypełniać ćwiczenia. Dla mózgu jednak nie może być nic gorszego! Zwłaszcza dla mózgu dziecka.

Daria Abramowicz na blogu Park Psychologii przytacza duńskie badania opublikowane na łamach Frontiers in Human Neuroscience, które wykazują, że „dzieci w początkowych klasach w szkole uczą się matematyki szybciej i bardziej efektywnie, gdy w procesie uczenia się bierze udział…całe ciało. Znacznie lepiej przyswajają materiał i więcej zapamiętują.  Potwierdzają to również fińskie badania z 2013 r.

Podobno obecnie badacze z Danii szukają konkretnych aktywności, które podnoszą koncentrację. Myślę jednak, że to przynajmniej częściowo już wiadomo, o czym pisaliśmy ponad 2 lata temu. Dr Siegfried Lehrl w wywiadzie Jak najlepiej nasączać skorupkę? przeprowadzonym przez Katję Gaschler  (Psychologia dziś nr 1/2014) powiedział „Obecnie wiemy już, że potrafimy skoncentrować się na czymś przez 10-20 minut. Gdy dołączymy do tego ruch – nasza koncentracja trwa nawet 90 minut”.

Okazuje się, że chodzi o ruchy automatyczne. Lehrl nie mówi tu o gimnastyce, choć ona jest ważna, ale spełnia inną funkcję. Dzieci bardzo często podczas lekcji bujają się na krześle. Nie chcemy im na to pozwolić, żeby sobie nie zrobiły krzywdy. Ale jeśli im tego zabraniamy – wyłączymy jeden z kanałów pracy mózgu. Jest to szczególnie trudne dla kinestetyków.  Warto więc pomyśleć, co mogą robić w zamian: żuć gumę (choć wydaje się niekulturalne), mazać w zeszycie, ruszać nogami, robić notatki, zakreślać, ugniatać ciastolinę,  itd. Ruchy powinny być w miarę możliwości mimowolne, aby nie angażowały uwagi dzieci. Wówczas pomagają im skoncentrować się na poruszanym temacie, co ułatwia zapamiętywanie nowych zagadnień.

Metodę tę praktykowałam na wiele lat przed przeczytaniem tego artykułu. Kiedy uczyłam się egzaminów, cały czas musiałam coś żuć, niestety nie gumę. Pochłaniałam ogromne ilości jedzenia i strasznie tyłam, ale mogłam z dobrym skutkiem przyswajać wiedzę po całych dniach. Tej metody nie polecam ze względu na nieprzyjemny efekt uboczny 😉  Innym sposobem było notowanie lub bazgranie (jeśli nie było, co zapisywać). Do tej pory robię notatki na spotkaniach, wykładach, konferencjach. Rzadko potem do nich zaglądam, ponieważ dzięki tej czynności większość rzeczy mam w głowie.

Autorka artykułu „Dzieci najlepiej uczą się…w ruchu? Oto ciekawe badanie” wspomina również, „że regularna aktywność fizyczna i systematyczny rozwój zdolności motorycznych ułatwia dzieciom z ADHD zachowanie koncentracji w szkole, pomaga w uczeniu się i sprzyja lepszemu radzeniu sobie ze szkolnymi testami”. Przykład mojego syna potwierdza to w 100%. Nie był w stanie uczyć się w bezruchu, zdarzało się, że chodził po klasie, rzucał różnymi zabawkami, itd. Był upiorny dla nauczycieli. Na szczęście udało się ich namówić, żeby pozwolili mu ugniatać „magiczną plastelinę”. Mógł się też kręcić do woli, dopóki było to bezpieczne dla niego i innych dzieci. Dodam, że wszystko to miało miejsce w publicznej szkole, w 30-osobowej klasie, za co bardzo jestem wdzięczna wychowawczyni i innym nauczycielom.

W domu, kiedy uczył się też musiał chodzić po pokoju, podrzucać coś, a nawet kopać piłkę. To było trudne  dla mnie:-( bo często pomagałam mu w nauce. Niestety, kiedy siedział spokojnie przyswajanie materiału postępowało w żółwim tempie.  Nie było wyjścia, trzeba było zaakceptować ten stan 😉

Okazuje się są też inne rozwiązania dla dzieci z trudnościami sensorycznymi. Nauczycielka z miasteczka w stanie Illinois Amy Maplethorpe przykleiła do siedzisk i oparć krzeseł połówki piłek tenisowych. Zauważyła, że piłki stymulują ciało, przez co mózg nie zwraca uwagi na resztę bodźców, usprawniając w ten sposób regulację sensoryczną i dzieci mogą się skupić na lekcji”. Została za to doceniona przez uczniów, rodziców, współpracowników i lokalną społeczność, bo wyniki pracy z pierwszoklasistami były bardzo dobre.

Warto tu przytoczyć jeszcze przykład polski. Wprawdzie to „zwykła” gimnastyka śródlekcyjna, ale za to jaka efektowna. Monika Gnutek ze Szkoły Postawowej im. Janusza Korczaka w Żarnowcu w trakcie zajęć z matematyki wykorzystała maszynę losującą, której niektóre wyniki to np. minuta tańca lub przysiady. Czas poświęcony na przerwę wcale nie był stracony, bo uczniowie rozwiązali więcej zadań niż zwykle.

Warto więc pamiętać o ciele w szkole i nie odrywać go na siłę od głowy. Przy okazji chciałabym przypomnieć, choć to już inny temat, że koncentrowanie się na wiedzy akademickiej i wykluczenie pozytywnej satysfakcji, która płynie z ciała może być bardzo niebezpieczne dla młodych ludzi. Okazuje, że 50% nastolatków jest niezadowolona ze swojego wyglądu, a 13% jest nawet z tego powodu bardzo nieszczęśliwa. W związku z tym 18% nastolatków się odchudza mimo, że są w normie wagowej, a 14% dzieciaków między 13 a 16 rokiem życia się okalecza. Budowanie adekwatnej samooceny i pewności siebie, jest w dużym stopniu związana z działaniami praktycznymi i zaufaniem do własnego sprawnego ciała. Nie może więc tak być, że jak mówi Marta Witkowska z ORE „dzieci w szkole mają głównie mózg, a ciało się czasem zdarza na WF”. Polecam jej wykład na temat zachowań autodestrukcyjnych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *