Moraliści. Jak Szwedzi uczą się na błędach i inne historie

Szwecja w Polsce jest trochę mitem. Dla jednych z nas jest niedościgłym wzorem demokracji, równości i państwa opiekuńczego, a dla innych przykładem, od którego trzeba uciekać jak najdalej z powodu problemów z uchodźcami, nadmiernej sekularyzacji i wszechobecnej poprawności politycznej. A jak jest naprawdę?

Katarzyna Tubylewicz nie daje nam jasnej odpowiedzi. Sama w podsumowaniu (uwaga spojler) pisze, że ta książka jest inna niż miała być w założeniu. Na jej kształt wpłynęła treść wywiadów, które przeprowadziła Tubylewicz. I to jest właśnie siłą tej książki, nie ma w niej tez, są natomiast indywidualne doświadczenia, odczucia, przemyślenia poszczególnych rozmówców, które nas poruszają i prowokują do refleksji.

W słowie moralność jest pewna dwoistość. Z jednej strony wartości moralne promują dobro i pozwalają walczyć ze złem lub je eliminować. Z drugiej strony kojarzą nam się purytanizmem, wyższością, narzucaniem woli innym, ale też z fałszem, bo często ludzie, co innego głoszą, a co innego robią.  Taką postawę nazwałabym raczej moralizmem niż moralnością. Dla moralności zasady są potrzebne tylko jako drogowskazy, jej motorem jest empatia. Moralizm jest związany z zasadami, z literą prawa, a nie z jego duchem. A gdzie są Szwedzi jako „moraliści’?

W moim odczuciu stworzyli sobie markę „wyjątkowo udanego projektu społecznego”, na podstawie której trochę dawali sobie prawo do pouczania innych. Ale też dzięki poczuciu solidarności i empatii stworzyli mechanizmy pozwalające redukować różnice w poziomie życia i pomagać słabszym. Co ważne, sami tego systemu nie nadużywają. Wprowadzili też szereg ciekawych rozwiązań, które promują równouprawnienie i je dosyć skutecznie wprowadzają w życie. Gorzej jest z integracją. Szwecja przyjęła w ostatnim czasie najwięcej uchodźców per capita. Zrobiła to z odruchu serca i autentycznej chęci pomocy. Co innego jest jednak otworzyć ośrodki dla ofiar wojny i przemocy, a co innego stworzyć warunki pozwalające się im się zintegrować.

Żeby to było możliwe potrzebna jest debata społeczna, a to przez lata nie było możliwe z powodu poprawności politycznej. Która sama w sobie nie jest niczym złym, ale jeśli się z nią przesadzi działa jak cenzura. Wówczas, jak mówi Maciej Zaremba Bielawski „korzytarz poglądów”, czyli zbiór opinii, które są w danym momencie społecznie akceptowane zawęża się. Jeśli ktoś się wychyli poza nie zostaje z debaty publicznej usunięty.  A to powoduje radykalizację, bo grupy wykluczone często zaczynają się organizować poza głównym nurtem.

A jeśli się ten korytarz rozszerzy to, co można usłyszeć?

  • Głosy muzułmańskich kobiet domagających się poszanowania ich praw – powstrzymania zbrodni honoru czy obrzezania dziewczynek. Przecież wszystkie kobiety, bez względu na religię mają takie samie prawa; mają lub powinny mieć.
  • Głos afgańskiego policjanta przypominającego o konieczności edukacji przybyszów z innych kultur i stawiania im takich samych wymagań, jak obywatelom szwedzkim. A jest to dobre dla obu stron. I dla Szwedów, którym pozwoli domagać się poszanowania prawa i zasad społecznego współżycia, i dla imigrantów, którzy przestaną być ofiarami i uzyskają moc sprawczą.
  • Wreszcie głosy wyborców faszyzującej prawicy, którzy wcale nie wyznają wartości skrajnie prawicowych, ale zagłosowali, aby dać wyraz swojemu niezadowoleniu z aktualnej polityki.

Usłyszymy te głosy i wiele, wiele innych.

A warto się w nie wsłuchać również z polskiej perspektywy. Choć różnimy się od Szwedów, problemy zglobalizowanego świata nas nie ominą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *