Czy jest możliwe, abyśmy skorzystali z FIŃSKIEGO MODELU EDUKACJI do reformowania naszego szkolnictwa?

flaga-polska-i-finska-3Możemy się zachwycać systemem edukacji w Finlandii. I słusznie, bo należy do najbardziej nowoczesnych w Europie. Nie możemy jednak zastosować go w naszym kraju jeden do jednego. Nie tylko dlatego, że się różnimy i po prostu u nas nie zadziała. Ale dlatego, że w obecnych czasach potrzebujemy edukacji włączającej, czyli takiej, gdzie aktywny jest nie tylko nauczyciel, ale również uczeń i rodzic oraz że wszyscy współdziałają z otoczeniem szkoły, samorządem, mieszkańcami, biznesem. Nie jest więc możliwie, aby zmiany wprowadzić odgórnie, bo to już zakłada, że utrwalamy postawę bierności. Trzeba ten system opracować wspólnie.

Zainteresujmy się więc, nie tyle, co się znajduje w fińskim modelu kształcenia, ale w jaki sposób był opracowany i wdrożony. I jak nadal jest monitorowany i poddawany kroczącej zmianie.

Niezwykle ważnym elementem reformy fińskiej był konsensus polityczny. Przez prawie 20 lat na czele Ministerstwa Edukacji stało dwóch równorzędnych ministrów z opozycyjnych partii, aby uniknąć populistycznych zagrywek, lecz wypracować wspólne rozwiązania, na które obie partie mogły się zgodzić. To był główny czynnik ciągłości reform edukacyjnych, gwarancja, że po wyborach nie zostaną zaprzepaszczone dotychczasowe wysiłki.

Zmiany w systemie nie były opracowane tylko przez rząd, a następnie oddane do konsultacji społecznych. Nauczyciele, przedstawiciele związków zawodowych, pracownicy naukowi specjalizujący się w badaniach i rozwoju, autorzy podręczników i przedstawiciele rządu stworzyli komitety eksperckie, które miały za zadanie przygotowanie ram reformy. To podejście spowodowało, że związek nauczycielstwa przekształcił się z grupy politycznego nacisku w udziałowca w procesie podejmowania decyzji przez rząd, zaczął patrzeć na interes całego społeczeństwa, a nie tylko grupy nauczycieli.

Następnie do szkół, które zgłosiły się na ochotnika zostały skierowane programy pilotażowe i eksperymentalne. Ich zadaniem było wypracowaniu pełnego kształtu reformy. Stopniowe wprowadzanie przyczyniło  się też do obniżenia poziomu obaw i podniesienia poziomu zaangażowania nauczycieli w zawartość reformy. Wszystkie projekty były monitorowane przez pracowników naukowych zajmujących się rozwojem edukacji. Nowy program, materiały i metody musiały być przedyskutowane i zaakceptowane na poziomie każdej gminy. Wprowadzenie było poprzedzone szeregiem szkoleń i warsztatów, podczas których nauczyciele dowiadywali się nie tylko, jak mają pracować, ale, po co jest ta zmiana. I na tym się nie skończyło. System był cały czas monitorowany, poddany ewaluacji, a modyfikacje wprowadzane na bieżąco.

zalamanie-rozwojuW ostatnim czasie edukacja fińska ma się zresztą gorzej. Testy PISA z 2015 r. pokazują, że z systemu zaczynają wypadać chłopcy, których wyniki są znacznie gorsze niż dziewcząt. Finlandia postanowiła więc uciec do przodu, próbuje rozwiązać problemy idąc we wcześniej nadanym kierunku. W planie jest zastosowanie edukacji holistycznej, w której nie będzie ścisłego podziału na przedmioty. Placówki szkolne zostały więc zachęcone, aby przez 2 tygodnie w roku przeprowadzić zajęcia w nowym stylu. Zaprzyjaźniona szkoła w Vasaramaki przystąpiła do eksperymentu dobrowolnie. Nauczyciele mają się dzięki niemu nauczyć nowego podejścia do nauczania – organizować zajęcia w sposób interdyscyplinarny, oparty na doświadczeniu, a przede wszystkim zwiększyć udział ucznia w samym procesie. I to już nastąpiło na etapie wyboru tematów. Uczniowie nie skorzystali z propozycji nauczycieli, aby wybrać jeden z krajów Europy, ale zainteresowali się czterema tematami: zdrowy tryb życia, zabawa, sport  oraz przyjaźń.  Uczniowie i nauczyciele podzielili się na grupy warsztatowe i mieli za zadanie przygotować zajęcia do przeprowadzenia podczas tygodnia nauki opartej na doświadczeniu.

Czy to jest możliwe w naszej rzeczywistości? Czy, jak na Kongresie Kultury 2016 zapytał prof. Janusz Czapliński, jesteśmy gotowi by wejść w dyskurs z ludźmi, którzy inaczej myślą niż my? Czy dążymy do budowania wspólnoty pojęć? Na poziomie Ministerstwa Edukacji Narodowej na razie nie widzę takiego kierunku myślenia. Wprawdzie, jak wspomniała 11 października 2016 w radiu TOK FM posłanka PIS Mirosława Stachowiak-Różecka „reforma” jest odpowiedzią na głosy (części) rodziców. Ale gdzie są głosy nauczycieli? Nie ma, bo proponowana zmiana to powrót do scentralizowanego systemu wspartego o wyposażone w dodatkowe uprawnienia kuratoria. Jeśli uczeń ma się znaleźć w centrum naszych działań musimy zadbać o zaufanie pomiędzy nauczycielami a rodzicami. Trudno jednak o zaufanie rodzica do nauczyciela, skoro MEN je podważa, zabierając uprawnienia szkołom i wzmacniając organy kontrolne. To raczej nawoływanie do konfrontacji. Żeby sprawiedliwie przedstawić historię dialogu społecznego w sprawie edukacji dodam, że za rządów Platformy Obywatelskiej została uruchomiona specjalna strona, poprzez którą rodzice mogli przesyłać skargi na nauczycieli, bezpośrednio do p. Minister, a głos ponad miliona rodziców z inicjatywy „Ratuj Maluchy” został wyrzucony do kosza.

Finowie zauważyli, że najważniejszym elementem systemu edukacji są ludzie. Dlatego nauczyciele otrzymali ogromne wsparcie i autonomię. Zawód ten cieszy się wysokim prestiżem społecznym, a konkurencja przy zdawaniu na studia pedagogiczne jest silna. Selekcja do zawodu jest pozytywna, a odsiew podczas kilku stopni rekrutacji duży. Na uczelni pozostają tylko ci, którzy mają do tego zawodu powołanie. A potem ich nauka jest niezwykle praktyczna już od pierwszego roku. I nie kończy się zdaniem egzaminu magisterskiego. Rozwój jest wpisany w kontrakt – nauczyciel ma obowiązek dokształcać się średnio 2 godziny w tygodniu w ramach godzin pracy i na koszt pracodawcy.

Takie podejście skutkuje tym, że nauczyciel jest naprawdę ekspertem w swoim zawodzie. Może więc mieć wolną rękę przy doborze podręczników i realizacji materiału. Cieszy się zaufaniem rodziców i władz gminnych, z którymi nieustannie wchodzi w dialog i współpracę i nie boi się tego. Jego praca biurokratyczna jest ograniczona do dwóch krótkich raportów w ciągu roku. Ma dzięki temu czas, aby skupić się na tym, do czego jest powołany – na nauczaniu. Kuratoria zresztą w Finlandii nie istnieją, co obniża koszty całego systemu. Aktywnie działający rodzice i samorządowcy oraz system monitorowania wymusza jakość pracy szkoły.

I tu moje nadzieje rosną. W szkole, na konferencjach, w internecie spotykam coraz więcej świetnie wykształconych, stale rozwijąjących się nauczycieli, którzy nieustannie szukają jak najskuteczniejszego sposobu dotarcia do ucznia. I co ważne dzielą się tym między sobą, inspirując się nawzajem. Oddolnie więc powstają sieci profesjonalnej wymiany dobrych praktyk, które w Finlandii są jednym z filarów dokształcania nauczycieli. Zwiększa się również świadomość i aktywność rodziców. Bardzo dobrze rozwija się edukacja domowa i inne formy eksperymentalne, będące źródłem informacji, jak zmieniać oświatę. Wszyscy ci aktywni ludzie zaczynają  stanowić coraz większą siłę, która ma szansę zmienić polską oświatę.

smile3sadWspomniany już wyżej prof. Czapliński powiedział, że Polak jest zwierzęciem domowym i  w sferze publicznej czuje się bezradny. Nigdy nie mieliśmy okazji brać udziału w takich ruchach, jak we Francji w XIX w., kiedy to np. starano się „uczynić z chłopa obywatela”. Francuscy rolnicy dzięki temu zrozumieli, że aktywność publiczna jest równoznaczna z możliwością poprawienia własnego losu. Może i my właśnie się uczymy, że nie chodzi tylko o wielkie, krótkotrwałe zrywy, ale codzienne uczestniczenie w życiu społeczności? Taką mam nadzieję 🙂

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *