Pierwszy dzień w nowej szkole – co może zrobić rodzic?

tort_witaj-szkolo1Nie chodzi o podstawówkę, ani nawet o gimnazjum, ale pierwszy dzień w liceum. Pomyślicie, że się spóźniłam i to dwukrotnie. Po pierwsze dobre rady powinnam zamieścić do 31 sierpnia. Po drugie na działania był czas na wcześniejszym etapie, teraz młody człowiek powinien sobie radzić samodzielnie. A w ogóle o co chodzi? Przecież dla licealisty to nic wielkiego.

Otóż, nie spóźniłam się. Nie zamierzam dawać dobrych rad, tylko podzielić się refleksjami, które nasunęły mi się w ciągu ostatniego tygodnia.

Na dwa dni przed rozpoczęciem roku szkolnego ywpłynął temat edukacji domowej. Moja córka stwierdziła, że nie chce się stresować przed klasówkami, być ciągle w pogotowiu, bo w każdej chwili może być wezwana do odpowiedzi lub pisać kartkówkę oraz że boi się, że czegoś nie zrozumie i zostanie w tyle za klasą, a przecież kiedy ma zajęcia indywidualne całkiem dobrze przyswaja nowy materiał. I w ogóle znacznie więcej się nauczy, kiedy się będzie uczyła sama nie tracąc czasu na dojazd, przerwy, sprawdzanie listy obecności, pracy domowej, itd. Trudno się z nią nie zgodzić. Edukacja domowa często bywa znacznie bardziej efektywna w zakresie przyswajania wiedzy i rozwijania zainteresowań. Ja jednak zaczęłam się zastanawiać,  o co tu jeszcze może chodzić.

Na pewno pojawił się lęk przed nową szkołą, nauczycielami i uczniami. To normalne, że boimy się tego, co jest nieznane, bo może być dla nas groźne. Co jest niebezpieczne dla młodego człowieka, który wchodzi do nowej grupy? To, że nie zostanie zaakceptowany. Strach przed odrzuceniem może być paraliżujący i sprawiać niemal fizyczny ból (to lęk pierwotny, związany z wykluczeniem przez wspólnotę przed tysiącami lat, kiedy samotność była równoznaczna ze śmiercią). Jak sobie więc z tym poradzić? Najlepiej szybko oswoić nieznane. Pierwszego dnia można przecież nie czekać, aż inni do mnie podejdą, ale samemu się uśmiechnąć i przedstawić. Być sobą, niczego nie udawać, zachowywać się uprzejmie i z życzliwością. Dzięki temu jest szansa, że inni potraktują nas tak samo. A jeśli nie, to lepiej na takie jednostki uważać.

I wielu młodych ludzi, którzy dobrze sobie radzą społecznie to wie lub działa instynktownie. Są jednak tacy, który się izolują, prowokują lub stosują jeszcze inne techniki, które nie zjednują im sympatii otoczenia. Nam udało się na szczęście w przeddzień rozpoczęcia roku szkolnego o tym porozmawiać. Nie mogę jednak sobie przypisać wielkich zasług, skorzystałam z pomocy znajomego, który tak poprowadził rozmowę, że moja córka sama doszła do tego, jak może zachować pierwszego dnia.

Wydawało się, że sytuacja jest opanowana. I do pewnego stopnia była. Wykonałyśmy kawał dobrej roboty, ale to przecież nie wystarczy, aby emocje całkowicie opadły.  Co innego wiedzieć, co robić, a zupełnie co innego to zastosować. Niestety więc rano poziom stresu osiągnął zenit, a mnie włączyły się stare ścieżki działania, czyli podpowiadanie mojemu prawie dorosłemu dziecku, co i jak może zrobić. I oczywiście skończyło się awanturą 🙁 A przecież wystarczyło wysłuchać, przytulić, powiedzieć coś miłego lub śmiesznego.

http://www.dreamstime.com/royalty-free-stock-photography-happy-smilling-daughter-mother-isolated-image21665327

http://www.dreamstime.com/royalty-free-stock-photography-happy-smilling-daughter-mother-isolated-image21665327

Można powiedzieć „Mądra Polka po szkodzie”, miałam okazję i z niej nie skorzystałam. Wiem jednak, że przed nami wiele takich sytuacji. Mogę więc nadal próbować, a już przekonałam się, że w moim przypadku warto:

  • Obserwować i reagować adekwatnie do sytuacji. Moja córka nie potrzebuje moich dobrych rad, rozwiązywania za nią problemów, narzucania moich sposobów działania. Czasami chce być po prostu wysłuchana, czasami potrzebuje czułości, czasami szuka pomysłów, jak sobie poradzić z daną sytuacją. Zwykle jednak nie zadaje pytań. Raczej dzieli się tym, co chce zrobić i czeka na komentarz.
  • Dać sobie czas. Przecież nie muszę odpowiedzieć natychmiast. Mogę się spokojnie się zastanowić, pomyśleć, poszukać tego, co czuję, co mi się podoba, a co budzi mój niepokój. Nie musimy też w trakcie jednej rozmowy znaleźć wszystkich odpowiedzi na pojawiające się pytania.
  • Skorzystać z pomocy innych dorosłych. W naszych rozmowach dominują często silne emocje, a ze znajomymi dzieciaki rozmawiają spokojniej, są bardziej otwarte na podpowiadane rozwiązania, chętniej szukają odpowiedzi na zadane pytania. Oczywiście dzieje się tak, kiedy mają do tych osób zaufanie i są traktowani dorośle i szacunkiem.
  • Pozwolić sobie na porażki. Przecież sama się uczę nowego sposobu postępowania. Mała dziewczynka odeszła, teraz stoi przede mną prawie dorosła kobieta. To, co działało dawniej, teraz jest nieaktualne.  Mnie też więc należy się okres przejściowy. I co bardzo ważne, jeśli pozwolę na to sobie, pozwolę mojemu dziecku. Jeśli zacznę zauważać u siebie małe kroczki prowadzące do zmiany, zobaczę je i docenię u córki.

A co z edukacją domową? Boję się, że jest to rozwiązanie ucieczkowe. Szkoła to nie tylko wiedza, to również bardzo ważny w życiu trening społeczny. Spotkamy tam fajnych nauczycieli  i takich, którzy będą nam utrudniać życie, niektórych kolegów polubimy, innych nie. Wiele codziennych sytuacji zmusi na nas do zastosowania różnych strategii – ucieczki, walki, uległości, porozumienia. Będziemy mieli okazję sprawdzić, na ile są skuteczne, w jakich sytuacjach warto je stosować i jak to zrobić, żeby zmieniać rzeczywistość zgodnie z własnymi potrzebami. Być może jednak edukacja domowa jest najlepszym rozwiązaniem dla mojej córki? Nie wiem. Ale wiem na pewno, że jeśli jej na tym zależy musi zacząć działać.  A ja powinnam czekać zachowując czujność na płynące od niej sygnały 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *