Poczytaj mi mamo, poczytaj mi tato

W recenzji książki „Z tatą w przyrodę” (wydawnictwo Multico) Wojciecha Mikołuszki, z ilustracjami Tomasza Samojlika opublikowanej w 25 numerze Rymsa przeczytałam: „Przekonamy się dzięki niej (omawianej pozycji), że tata jest w rodzinie koniecznie potrzebny, bo o ile mama wprowadza dzieci w świat emocji, o tyle tata otwiera je na świat zewnętrzny, ludzki, roślinny, zwierzęcy„. Książka ta więc, jest apelem do tatusiów. Ruszcie się sprzed telewizorów, odłóżcie laptopy i smartfony i W PRZYRODĘ!!! Niech Was do tego zainspiruje podstępny autor, który opisał 43 wyprawy do lasu, z których dowiecie się, czego w tym lesie szukać. I to przez okrągły rok! Bo będziecie mieli okazję obserwować i tropy zwierząt na śniegu, i kiełkujące rośliny, i zakładanie gniazd, i opadające żołędzie. I będziecie mogli porozmawiać z waszym latoroślami o tym, jak światy roślin i zwierząt się ze sobą splatają i poznać mechanizmy ich funkcjonowania. Ta książeczka może namieszać nie tylko w domu, odciągając rodzinę od komputerów na niebezpieczną odległość, ale też w szkole. Kiedy dzieci zainteresują się florą i fauną mogą zadawać „niepotrzebne” pytania, które na pewno zaburzą realizację programu. Wprawdzie nauczą się więcej o przyrodzie, ale niezgodnie z planem!

 

Dla odmiany zachęcam też do wyprawy do wielkiego miasta i to bardzo dalekiego. Razem z małą Mito można poznać „Tokio” dzięki książeczce Taro Mury pod tym właśnie tytułem (Wydawnictwo Tako). Mito najpierw zbiera informacje o nieznanym mieście od zwierząt z którym się przyjaźni, a potem weryfikuje je na miejscu. To nie jest więc przewodnik turystyczny, raczej zachęta do tropienia różnych ciekawych zjawisk, przyglądania zachowaniom ludzi i innym rzeczom, które budują wizerunek danej kultury na zewnątrz. To jest też sposób na uwrażliwienie nas na punkty charakterystyczne miejscowości, w których sami mieszkamy. Zwykle ich nie widzimy, będąc w środku. Może warto spojrzeć oczami przybysza z innej planety i ich poszukać. Może to być ciekawa zabawa.

 

To teraz coś dla mam, czyli o emocjach. I tu znowu zainspirowana artykułem Krzysztofa Ryszarda Wojciechowskiego (Ryms, nr 21) zajrzałam do „Fistaszki” Charlesa M. Schultza (wydanych ostatnio w kilku tomach przez Naszą Księgarnię w świetnym przekładzie Michała Rusinka). Historyjki są krótkie, z pozoru proste i wierzchniej warstwie bardzo zabawne. Są więc lubiane przez dorosłych i przez dzieci. Warto jednak zaglądać do nich razem z dziećmi i rozmawiać o uczuciach bohaterów. A te można znaleźć na każdej stronie, autor umiał je wydobyć z dużą wrażliwością. Charlie, Lucy i ich koledzy i koleżanki oraz pies Snoopy mierzą się z lękiem, tęsknotą, potrzebą bycia dostrzeżonym, rozczarowaniem, odrzuceniem, brakiem pewności siebie, poznają pierwszą miłość i przyjaźnie, dbają o siebie, ale też bywają złośliwi. Kiedy pytamy nasze dzieciaki, co było w szkole lub przedszkolu, zwykle otrzymujemy zdawkową odpowiedź. Na szczęście języki rozwiązują się im w różnych innych sytuacjach. Takim momentem mogą być wspólne lektury. A „Fistaszki” się do tego świetnie nadają, bo odzwierciedlają przeżycia dzieci. Często łatwiej zacząć rozmowę od sytuacji innych, aby przejść własnych. Niech to więc będzie czas na wzajemne poznanie – my opowiedzmy im np. o dzieciństwie, a one chętniej wpuszczą nas do swojego świata.

 

Na koniec chciałabym przedstawić bardzo piękna podróż, którą odbywa Max, mały bohater książki Maurice’a Sendaka „Tam, gdzie żyją dzikie stwory” (Wydawnictwo Dwie Siostry). Dzięki niej przy pomocy wyobraźni radzi sobie ze złością – uczuciem, które często odczuwają dzieci ( i nie tylko one). Odesłany do swojego pokoju po niesfornych psotach chłopiec czuje wściekłość, która w nim rośnie, aż zaczyna się wylewać ( co zresztą jest przedstawione graficznie w bardzo ciekawy sposób). Udaje się więc na wyspę dzikich stworów, z których okazuje się najstraszniejszy i urządza dzikie harce. Ale kiedy, trudne uczucia zostają wyrzucone w małym serduszku pojawia się tęsknota za miłością. Czy zostanie zaspokojona? Przeczytajcie. Dzięki tej książeczce można lepiej zrozumieć dzieci i poczuć się lepszym rodzicem.

 

I jeszcze historia kryminalno-romantyczna dla obojga rodziców i dzieci pt. „Złodziej kury” Beatrice Rodriguez (Wydawnictwo Zakamarki). Tu znajdziemy i przygodę z wątkiem drogi i ogromne emocje wymalowane na „twarzach bohaterów. Piękne ilustracje wspaniale operujące kolorem i dużo dobrej zabawy. Ja nie mogę się oderwać i ciągle znajduję nowe smaczki.

 

 Życzę miłej wspólnej lektury.

kids books

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *