Przygniata Cię czasem poczucie winy? Jak sobie z tym radzić?


poczucie winyWyrzucałam sobie, że powiedziałam coś, co sprawiło im przykrość. Zdarzają się też sytuacje, które mogą mieć bardziej długotrwałe skutki. Żałujemy, że posłaliśmy dziecko do szkoły zbyt wcześnie i źle sobie radzi albo, że wybraliśmy inny język do nauki niż dziecko chciało.

Popatrzmy, co  się wówczas z nami dzieje.  Pojawiają się myśli –” Jak mogłam zrobić coś tak strasznego lub równie głupiego?”, czujemy żal, smutek, złość na siebie. Próbujemy też siebie ukarać. Robimy to obrzucając się niezbyt przyjemnymi epitetami: „Jestem okropną matką” , „Jestem beznadziejna” „ Nie powinnam mieć dzieci”., itd. Te myśli zapętlają się, w głowie od nich huczy. Frustracja się pogłębia.

Wtedy przypominamy sobie coraz częściej powtarzane głosy, że poczucie winy jest szkodliwe, że w niczym nie pomoże. I trudno nie przyznać im racji, bo czy ono rozwiązuje problem? Czy dziecko na tym zyskuje, że obrzucamy się błotem? Czy jest mu lepiej, kiedy tkwimy w rozpaczy lub dokonujemy samobiczowania. Czy to poprawia atmosferę? Czy mamy więcej cierpliwości do dzieci i pomysły, jak sobie radzić w nerwowych sytuacjach? Czy dziecko dzięki temu lepiej rozumie, co się stało i potrafi sobie radzić z własnym samopoczuciem?

Odpowiedzi na te pytania są dosyć oczywiste. A zdrowy rozsądek podpowiada, że przecież przeszłości nie da się zmienić. Przysłowia są mądrością narodu, a jedno z nich głosi „Nie ma sensu płakać nad rozlanym mlekiem”. Próbujemy więc zablokować przykre uczucia i żyć dalej.  Ale one nie dają nam spokoju, ugniatają lub tłumione wyskakują jak Filip z konopi, w najmniej oczekiwanym momencie. Wtedy, bez powodu zdarza nam się zaatakować, przelewamy swoją złość na nasze najbliższe otoczenie, w tym dzieci, które przecież to poczucie winy je przed tym miało obronić.

Czy z tego węzła gordyjskiego można się wyplątać? Można, ale szarpanie się nic nie da, bo wtedy pętla się zaciska.

Zaczynamy więc metodycznie od zaakceptowania własnych uczuć. One są dobre, wskazują na to, że jesteśmy w pełni ludzcy. Raczej niepokojący byłby ich brak, wskazywałby na socjopatię, na to, że mamy prawdopodobnie uszkodzone płaty czołowe w mózgu. Chyba nie chcemy być podobni do Lady Macbeth, która mówiła –  „Problemy bez rozwiązania nie powinny być rozważane. Co się stało to się nie odstanie”, wytykając mężowi, że jest mięczakiem, bo ma poczucie winy z powodu morderstw (za Kathryn Szulz w wykładzie „Don’t regret regret”).

Uff! Co za ulga, nie musimy walczyć z emocjami, które nas przepełniają. Możemy sobie pozwolić na złe samopoczucie, nie tłumić smutku, złości, rozpaczy, rozgoryczenia. Przyznać, że zawiedliśmy. Ważne, aby nie uogólniać, myśląc o tym np. że nie nadajemy się na rodziców, ale skoncentrować swoje myśli na teraźniejszości i na tym konkretnym przypadku. To moja technika. „Tak, w tej chwili czuję się beznadziejnie jako matka, żałuję, że krzyczałam”. Jak mam się czuć skoro moje dziecko cierpi, a ja zrobiłam coś, czego nie powinnam była zrobić.

Ważne jest jednak, aby w tym miejscu nie utknąć. Zaakceptować żal to pierwszy krok, trzeba jednak wykonać i drugi – wybaczyć sobie. Przecież jesteśmy tylko ludźmi, nie jesteśmy idealni i popełniamy błędy. Paradoksalnie już to – wewnętrzny akt przebaczenia – jest w stanie pomóc naszym dzieciom. Jeśli będziemy umieli odpuścić sobie, łatwiej przyjmiemy do świadomości wady, porażki i niewłaściwe zachowania naszych pociech.

Co może nam jeszcze pomóc, aby nie pogrążać się w poczuciu winy:

  • Pamiętajmy o tym, że dzieci nie są delikatnymi, kruchymi istotami, które można zniszczyć jednym naszym postępkiem typu: niewłaściwe słowo, gest, podniesiony głos. Na szczęście mają „wbudowane filtry”, które powodują, że nie przejmują się wszystkim, co do nich dociera. Oczywiście one działają w pojedynczych przypadkach, jeśli nasze zachowania będą się powtarzać „filtry” ulegną zniszczeniu.
  • Polecamy też rozmowy z innymi rodzicami – nie jesteśmy w naszych grzechach osamotnieni. To zdarza się w wielu rodzinach. Warto wymieniać się doświadczeniami i sposobami, jak sobie radzić w takich wypadkach, jak pomóc sobie i dzieciom.
  • Jeśli możemy sobie pozwolić na dystans i śmiech z samego siebie, to też może rozładować napięcie. I pomóc w zbudowaniu dobrej atmosfery, która jest niezbędna do rozmowy z dziećmi. Bo ten krok jeszcze przed nami.

Dopiero teraz, kiedy zajęliśmy się naszymi emocjami, pozwoliliśmy im wybrzmieć i wybaczyliśmy sobie swoje potknięcia możemy działać dalej i nie pozwolić, aby się nie zmarnowały. Bo właśnie ten niewygodny żal jest mechanizmem, który każe się zatrzymać, kiedy zrobimy coś, co rani innych i poprzez natręctwo myśli nakazuje nam szukać sposobów na to, aby takie sytuacje się nie powtarzały. W tym momencie warto:

  • Porozmawiać z dzieckiem. W sytuacji, kiedy nie zapanowaliśmy nad naszymi uczuciami i interakcja z dzieckiem skończyła się krzykiem lub słowami, które mu sprawiły przykrość, powinniśmy za to przeprosić. Być może nasz gniew był słuszny, być może dziecko nie wypełniało swoich obowiązków lub zrobiło coś, co mogło je narazić na niebezpieczeństwo np. przyszło do domu późno. Nasze przeprosiny nie dotyczą przyczyny zaistniałej sytuacji, nie wycofujemy się z ustalonych wcześniej zasad lub proponowanych konsekwencji. Przyznajemy się tylko do tego, że nie powinniśmy stosować przemocy. A krzyk lub obraźliwe słowa, czy takie, które mogą ranić lub pozbawiać dziecko poczucia wartości („Jesteś leniem”, „Tylko głupek by się tak zachował”) to jest przemoc.
  • Powyższe działanie może zmienić naszą „porażkę” w „zwycięstwo”. Nasze przyznanie się do błędu pokazuje dziecku, że rodzice nie są nieomylni. Dziecko dostaje sygnał, że nie musi być doskonałe, a także podpowiedź, jak zachować się, gdy samo znajdzie się w analogicznej sytuacji. To pogłębia relacje między rodzicami a dziećmi, sprawia, że więź między nimi staje się silniejsza. A właśnie dzięki tej więzi możemy przekazać naszemu dziecku wiedzę i wartości, które będą mu potrzebne w dorosłym życiu.
  • Kolejnym krokiem mogą być poszukiwanie rozwiązania problemu razem dzieckiem. Ustalmy np. dlaczego nie pozmywało naczyń. Razem przeanalizujcie przyczyny.  Niech dziecko poda swoje propozycje rozwiązań. Jeśli mu nic nie przychodzi do głowy zasugerujmy swoje, może one podsuną dziecku jego własne pomysły. Nie krytykujmy ich i nie odrzucajmy od samego początku. Niech znajdą się na liście razem z naszymi. Starajmy się wybrać propozycje dziecka, a jeśli to niemożliwe wynegocjować takie rozwiązanie, które jest w jakimś stopniu kompilacją wkładu rodziców i dzieci. Może wystarczy zmienić dni dyżuru w kuchni lub pozwolić na to, aby syn czy córka pozmywał/a naczynia w wybranym przez siebie czasie, np. godzinę po obiedzie.
  • Czasami powyższe kroki nie wystarczą. Okazuje się, że rozmowa z dzieckiem nie jest możliwa, bo kończy się np. narzucaniem mu zdania rodzica. Wtedy warto poszukać w naszych uczuciach, co jest pod spodem. Dlaczego krzyczymy? Czy odczuwamy złość? Skąd ona się bierze? Może za bardzo zaciskamy zęby i tłumimy nasze uczucia w różnych sytuacjach, a potem nas dopadają i wybuchamy.  A może przyczyną jest lęk o dziecko? Dlaczego? Czy to strach o jego zdrowie i życie? A może uważamy, że ma być świetnie wykształcone, bo tylko tą drogą osiągnie sukces? A  może przyczyny tkwią dużo głębiej i ich nie widzimy?

Polecam obserwacje, ale też rozmowy z innymi rodzicami, warsztaty, lektury, a nawet terapię lub coaching. Czasami naprawdę prostymi zabiegami możemy poprawić swoje samopoczucie, kontakty z dziećmi, dobrostan całej rodziny.

Życzę powodzenia 🙂

Poczucie winy to często siedzący w nas wewnętrzny krytyk, który utrudnia kontakty z ludźmi, obniża poczucie własnej wartości, nie pozwala rozwiązywać problemów.  Chcesz się dowiedzieć, jak sobie z nim radzić? Sprawdź, jaki jest Twój dominujący sposób przyjmowania krytyki i czym krytyka jest dla Ciebie w chwili obecnej rozwiązując  quiz albo od razu  zapisz się na kurs „Jak z krytyki czerpać siłę”.

Zapraszamy też na bezpłatną lekcję kursu „Wychowywać? Ale jak?”.

Bibliografia:

Don’t regret regret (Nie załuj żałować), Kathryn Schultz, TED

Poczucie winy, Aleksandra Karasowska, Remedium  nr 1 (2001), Instytut Przychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego

Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły, Adele Faber, Elaine Mazlish, Media Rodzina

Potwory i śmiech – „O, Matko”, czyli felietony Doroty Lipińskiej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *